Opowieści o soli
„Dlaczego morze jest słone” - baśń
W niewielkiej nadmorskiej wiosce żyli dwaj bracia, jeden bogaty, a drugi biedny.
Pewnej zimy, tuż przed Bożym Narodzeniem, przychodzi biedny do bogatego i mówi:
- Wolę dawać bracie, niż prosić, żeby mi dano. W tym roku jednak nie wiodło mi się dobrze. Święta za tydzień, a ja nie mam czym dzieci nakarmić. Może dałbyś mi trochę jedzenia?
Bogaty pomyślał i odrzekł:
- Jeżeli zrobisz to, co ci każę, podaruję ci całą wędzoną szynkę. Zgadzasz się?
- Zgadzam- odpowiedział biedny.
- No to bierz szynkę, idź z nią do diabła i nie wracaj do mnie więcej.
Słowo się rzekło, trzeba go dotrzymać. Wziął biedak szynkę, westchnął ciężko i poszedł szukać diabła.
Wędrował, wędrował, rozpytywał ludzi o drogę do piekła. Nareszcie wskazano mu podziemną jaskinię, w której mieszkał bardzo mądry starzec mogący pomóc biedakowi w znalezieniu diabła. Starzec wysłuchał opowieści wędrowca i rzekł:
- Na końcu tego korytarza jest sień. W niej diabeł pilnuje łakomczuchów, którzy pokutują za swoje grzechy. Idź tam, ale uważaj, by wygłodniali nie porwali ci szynki. Oddaj im ją w zamian za stary młynek, który leży w kącie sieni i wróć z nim do mnie.
Żal było biednemu pożegnać się pachnącą szyneczką. Myślał o żonie, dzieciach i nadchodzących świętach. Postanowił jednak posłuchać rady mądrego starca. Zrobił jak ten mu doradzał.
- Zaufałeś mi i dobrze na tym wyjdziesz- powiedział mędrzec.- To jest czarodziejski młynek. Co tylko rozkażesz, wszystko ci namiele. Tylko nie zapomnij jak się go zatrzymuje, bo miałbyś z nim kłopot. Widzisz ten guziczek? Naciśniesz na niego trzy razy i młynek stanie.
Podziękował biedak starcowi i czym prędzej ruszył do domu, bo właśnie nastał dzień Wigilii.
Gdy zaszedł do chaty, ustawił młynek na stole i nakazał mu mleć różne rzeczy po kolei. Nie minęła godzina, a już w piecu palił się ogień. Gotowało się i piekło pełno smakołyków.
Na drugi dzień świąt biedacy zaprosili ludzi z wioski na ucztę. Przyszedł również bogaty brat ze swoją rodziną. Nie mógł się nadziwić skąd na stole znalazło się tyle smakołyków. Tak długo męczył biednego brata pytaniami, aż ten opowiedział mu o czarodziejskim młynku.
Nadszedł czas sianokosów. Bogaty brat postanowił używając podstępu wykraść młynek. Przyszedł do chaty brata, który nie był już biedakiem i poprosił:
- Moje łąki są rozległe, pracuje na nich wielu parobków. Wypożycz mi młynek, to będę mógł im przygotować dobrej strawy. Zapłacę ci za dzierżawę trzysta talarów.
Właściciel młynka zgodził się. Bogacz szybko porwał młynek, rzucił na stół talary i uciekł. Bał się, że brat rozmyśli się, a on wcale nie miał zamiaru oddawać czarodziejskiego urządzenia. Nie usłyszał już, co zrobić, by młynek wyłączyć.
Gdy tylko wszedł do domu, natychmiast rozkazał młynkowi mleć zupę, śledzie i chleb. Młynek wziął się do roboty, aż furkotał. Gospodarz szybko napełnił wszystkie półmiski, ale młynek pracował dalej. Zupa lała się, wyskakiwały śledzie i kromki chleba. Bez ustanku. Brodząc po kolana w zupie bogacz walił pięściami w młynek i wrzeszczał, by ten już skończył pracę. Bez skutku. W końcu złapał diabelskie urządzenie i z trudem otwierając drzwi pobiegł czym prędzej do chaty brata. Po drodze płynęła za nim rzeka zupy.
- Zabieraj swój zwariowany młynek i oddawaj pieniądze! O mało nas nie utopił!
Tak oto czarodziejski młynek powrócił do prawowitego właściciela, który potrafił z niego zrobić użytek. Powoli wybudował sobie nowe zabudowania, kupił kawał pola. Miał krowy, konie i owce. Stał się człowiekiem bardzo zamożnym. Ponieważ jego dom stał przy brzegu
morza i były tam niebezpieczne skały, więc nakazał młynkowi zemleć, co potrzeba i wystawił obok domu latarnię morską, żeby się statki nie rozbijały. Pokrył ją złotą blachą, więc i w dzień świeciła z daleka.
Niezadługo stał się sławny w całym kraju, wszyscy opowiadali sobie o jego młynku i o latarni.
Minęło parę lat. Kiedyś przypłynął statkiem nieznajomy i zacumował przy latarni morskiej.
— Jestem kapitanem okrętu — powiedział. — Jeżdżę do dalekiego kraju po sól. Przeszedłem wiele niebezpiecznych chwil, kilka razy mój statek omal nie utonął. Chciałbym kupić, panie, twój młynek. Kazałbym mu mleć sól dla całego naszego miasta, a wtedy ja i moja załoga nie potrzebowalibyśmy narażać się na burze i napaści korsarzy. Rozumiem, że tanio tego młynka nie oddasz, ale powiedz, proszę, swoją cenę. Jeśli tylko starczy mi majątku, to go kupię.
Gospodarz pomyślał, naradził się z żoną na osobności, potem wrócił do kapitana i powiedział tak:
— Kiedy zdobyłem ten młynek, byliśmy biedni. Teraz mamy już dobytku aż nadto, nie zaznamy biedy do końca życia, więc słuszne będzie, jeżeli oddamy czarodziejski młynek temu, kto potrzebuje go więcej od nas. Weźcie go, panie, darmo.
Kapitan tak się ucieszył, że pochwycił od razu młynek i pobiegł do swego statku.
Gospodarz wyskoczył z domu za nim i wołał:
— Poczekajcie, kapitanie! Nie wiecie jeszcze, jak się młynek zatrzymuje. Wróćcie się, to wam pokażę.
Ale tamten nie słuchał i nie oglądał się za siebie. Bał się, że gospodarz może się rozmyślił i dlatego odwołuje go z powrotem.
Wbiegł na statek, podniósł co prędzej kotwicę, rozwinął żagle i odpłynął.
Kiedy znalazł się na pełnym morzu, postanowił od razu wypróbować swój młynek i kazał mu mleć sól. Posłuszny młynek zatrząsł się, zaterkotał i zaczął pracować tak gorliwie, że wnet napełnił kapitanowi skład na dnie statku. Ale sypał sól i sypał dalej bez ustanku, choć kapitan próbował go zatrzymać na wszelkie sposoby.
Statek zasypany solą byłby zatonął pod ciężarem, więckapitan z wielkim żalem musiał wrzucić młynek do morza, żeby się ratować.
Teraz młynek leży na dnie i wciąż miele sól, a fale roznoszą tę sól po wszystkich morzach świata.
|